Szara strefa na celowniku. Nowe kary dla pracodawców?

Szara strefa to eufemistyczne określenie pracy na czarno. Podejmuje się jej wiele Polaków, o czym nikogo nie trzeba przekonywać. Wszyscy znamy kogoś, kto tak pracuje, a być może sami podejmowaliśmy takiej formy zarobku. Oczywistym jest, że fiskusowi nie podoba się zatrudnianie pracowników bez umowy, gdyż oznacza to brak odprowadzenia podatków.

Dlatego właśnie Ministerstwo Finansów proponuje pewne zmiany, który mają na celu zmniejszyć straty dla skarbu państwo. Chodzi o obarczenie karą jedynie pracodawcy, pozostawiając pracownika w spokoju. Taki pracownik, który przyzna się do pracy na czarno, miałby być zwolniony z podatku, a obowiązek ten spadłby na osobę, która go zatrudniła. Byłby to bardzo sprytny zabieg, gdyż z pewnością wielu pracodawców zaczęłoby się obawiać, że któraś z zatrudnionych osób na nich doniesie.

– [Ministerstwo Finansów] Proponuje, aby pracownik, który przyzna się do pracy na czarno, był zwolniony z PIT od uzyskanego w tym czasie dochodu. Zapłaci go, wraz z odsetkami, pracodawca. Czeka go też dodatkowa sankcja: podatek od minimalnego wynagrodzenia. Tych wydatków nie zaliczy do kosztów uzyskania przychodów – pisze „Rz”.

Praca na czarno. Komu się opłaca?

Pracy na czarno bardzo często podejmują się osoby bez kwalifikacji, które mają problem ze znalezieniem dobrze płatnej pracy. Uniknięcie podatków jest wtedy dla nich jedynym sposobem na to, aby móc zapewnić byt rodzinie. Godzą się na nią także imigranci, którzy desperacko potrzebują zatrudnienia. Inną sytuacją jest chęć podjęcia się pracy na czarno z powodu posiadania statusu bezrobotnego. Można wszak jednocześnie pracować bez umowy i i pobierać zasiłek z urzędu. Swego czasu Rafał Ziemkiewicz w jednej ze swoich książek pisał o pracownikach, którzy kiedyś protestowali przeciwko godzinom otwarcia urzędu, który wydawał im zasiłek. Powodem protestu miało być to, że w godzinach pracy urzędu oni również byli w pracy. Brzmi jak sytuacja z filmu Barei, ale podobne absurdy dzieją się na co dzień w każdym polskim mieście.

– Aktualnie system podatkowy nie sprzyja pracownikom, którzy nie godzą się na pracę na czarno. W razie wykrycia tego procederu to pracownik musi odprowadzić niezapłacony od swojej pensji podatek z odsetkami. Do tego odpowiada karnie za niezadeklarowanie podatku. Chcemy całkowicie odwrócić tę sytuację – wyjaśnia Minister Finansów na łamach „Rz”.

Konsekwencje zatrudniania bez umowy

Wiemy, że szara strefa i istnieje i z wielu powodów rozumiemy, dlaczego ludzie podejmują się nielegalnej pracy. Musimy jednak pamiętać o konsekwencjach, wiążących się z pracą w szarej strefie. Przede wszystkim finansowo nie zawsze jest tak kolorowa, jak nam się wydaje. Owszem, brak konieczności płacenia podatków jest doraźnym sposobem zaoszczędzenia pieniędzy. Problemy jednak mogą pojawić się później. Jeśli stracimy pracę, to nie możemy liczyć na zasiłek. Gdy wydarzy się wypadek przy pracy, nie dostaniem odszkodowania, co sprawia że praca staje się naprawdę ryzykowna i niepewna. Jeśli nie znamy dobrze pracodawcy, to pojawia się tez ryzyko, że w ogóle nie zobaczymy pieniędzy za naszą pracę, albo dostaniemy inną kwotę niż uzgadnialiśmy.

Osoba, świadomie podejmująca się pracy na czarno, może spodziewać się konieczności zapłacenia nawet 5000 złotych grzywny. Progiem jednak jest jedynie 500 zł. Inaczej sprawa wygląda, kiedy nie jesteśmy świadomi tego, że pracodawca zatrudnia nas na czarno. W takiej sytuacji to on ponosi całą odpowiedzialność, a my nie płacimy żadnej grzywny. Nowy pomysł ministerstwa ma zdjąć z nas odpowiedzialność nawet w sytuacji, gdy świadomie podejmowaliśmy się nielegalnego zatrudnienia. Oznaczałoby to większe komfort dla osób w trudnej sytuacji materialnej, którzy do szarej strefy dołączyli z konieczności i desperacji a nie z chciwości i chęci oszukania systemu. Podwójna kara dla pracodawcy miałaby więc być nie tylko zniechęceniem ale również formą kary za wykorzystywanie cudzej sytuacji życiowej.