Awaria Facebooka może odbić się poważnie na biznesie

Awaria Facebooka może wydawać się jedynie sprawą z dziedziny technologii. A jednak takie zdarzenia mogą mieć naprawdę duży wpływ na biznes. W końcu wiele firm reklamuje się na Facebooku i to brak jednego z głównych kanałów może oznaczać dla nich poważne problemy. Problem może mieć również sam Facebook, który z taką awarią musi sobie poradzić. Każda godzina braku dostępu do serwisu oznacza duże straty.

Z Facebooka na Twittera

Brak połączenia z Facebookiem, nawet taki krótki, pokazuje pewne ogólne tendencje. Dzisiaj jesteśmy uzależnieni od mediów społecznościowych, co oznacza, że podświadomie potrzebujemy korzystać z nich regularnie. Sama awaria portalu społecznościowego nie powoduje, że nagle odsapniemy od tych bodźców. Zamiast tego będziemy po prostu przeglądać inne medium, które dostarczy nam podobnych wrażeń. Dlatego właśnie brak Facebooka spowodował, że ruch na TikToku i Twitterze wzrósł.

Czy Facebook dużo stracił?

Spójrzmy jak wyglądają wyliczenia Standard Media Index. Według nich strata Facebooka związana z awarią wynosi mniej więcej 545 tysięcy dolarów za każdą godzinę braku dostępu do serwisu. Czy to dużo? Dla pierwszego lepszego zjadacza chleba. Dla większości z nas jest to kwota przekraczająca całe oszczędności. Jednak taki gigant elektroniczny jak Facebook nie powinien się tym zbytnio przejąć.

Zwróćmy jednak uwagę na to, że mówimy o stracie godzinnej. Gdyby awaria była poważniejsza i w jej wyniku dostęp do serwisu użytkownicy straciliby na kilka dni czy nawet tygodni, to mielibyśmy do czynienia z niewyobrażalnie wielką sumą. Wtedy nawet taki miliarder jak Zuckerberg mógłby się zaniepokoić.

Awaria Facebooka kontra przedsiębiorcy

Warto zwrócić uwagę na fakt, że media społecznościowe są niezbędne dla przedsiębiorców, reklamujących na nich swoje biznesy. Choćby chwilowa utrata kontaktu internetowego z potencjalnymi klientami może przynieść szkody całemu przedsięwzięciu. W związku z tym Mike Schroepfer, dyrektor ds. tchnologii, przeprosił wszystkich przedsiębiorców, którzy polegają na Facebooku każdego dnia. Jak na ironię wiadomość tę napisał na Twitterze. 

Zrównoważony rozwój ważny podczas prowadzenia biznesu

Niedawno dla czasopisma Forbes wywiadu udzieliła Marta Mikliszańska, która zajmuje się zrównoważonym rozwojem w Allegro. W rozmowie pojawiło się kilka ważnych informacji na temat tego, jaki wpływ ma zrównoważony rozwój na nasz biznes. Allegro jest świetnym przykładem firmy, u której taki rozwój przyczynił się do nie jednego sukcesu. W końcu mamy do czynienia z pewnego rodzaju rewolucją, jak chodzi o handel. Mowa o rozwijającym się cały czas e-commercie.

E-handel jako główny obszar współczesnego rynku

Mikliszańska wspomniała o tym, że przedsiębiorca, zajmujący się e-commercem, musi zwracać uwagę na świadomość swojego konsumenta. W dzisiejszych czasach przeciętny konsument dużo bardziej interesuje się ekologią i sprawami społecznymi niż kiedyś. Dlatego właśnie firmy stawiają na wplatanie tego rodzaju elementów w swoje strategie marketingowe.

Allegro wprowadziło między innymi ekologiczne opakowania i ekologiczne formy dostawy. Wiąże się to z oczekiwaniami, jakie konsumenci dzisiaj mają. Rozmówczyni sama przyznała, że firmy muszą się do tych oczekiwań dostosowywać.

Prawdziwa troska czy granie pod publikę?

Gdy tylko społeczeństwo zaczyna się interesować pewnymi gorącymi kwestiami, duże firmy zaczynają to podłapywać. Aby przyciągnąć nowych klientów wykorzystują w swoich kampaniach loga znanych ruchów społecznych lub odwołują się do idei, które wzbudzają pozytywne emocje w grupie docelowej. Czy kampanie te wiążą się z prawdziwą troską o te sprawy, w które się angażują? Trudno w to całkowicie uwierzyć, ale realia są takie, że odwoływanie się do bieżących spraw jest konieczne, aby zyskać sobie sympatię współczesnego odbiorcy.

Anioły Biznesu po raz kolejny rozdane. Kto się załapał?

Anioły Biznesu to jak sama nazwa wskazuje jedna z wielu nagród dla przedsiębiorstw. Nie chodzi tu jednak o wyłonienie firmy z największym zyskiem albo największymi wpływami za granicą. Nie tym zajmuje się fundacja, która te nagrody wymyśliła. Chodzi tutaj o wsparcie dla osób potrzebujących, a zwłaszcza seniorów. Statuetkę otrzymała Lotos Grupa SA, która w ostatnim czasie przekazała dosyć sporo środków finansowych na te cele.

Fundacja Adaptacja

Rozdanie tych nagród zorganizowała Fundacja Adaptacja, której działalność skierowana jest na kilka szczytnych celów. Między innymi zajmuje się wspieraniem osób starszych i chorych.  Wiele osób zawdzięcza jej stworzenie świetlicy, gdzie mogą przebywać osoby z takimi schorzeniami jak demencja czy choroba Alzheimera.

Statuetki Anioła Biznesu fundacja nie wymyśliła specjalnie na tę okazję. Kilka z nich już rozdała wcześniej, a rozdanie następnych wciąż jest w planach. Podczas ostatniego spotkania w Gdańsku przedstawiciele Fundacji Adaptacji zachęcali firmy z Trójmiasta, aby brały udział w akcjach charytatywnych i wspierały finansowo potrzebujących. Być może dla części przedsiębiorców z regionu będzie to wystarczająca inspiracja, aby dołożyć od siebie środki na któryś z tych ważnych celów.

Zasługi Grupy Lotos w działalności charytatywnej

Lotos Grupa SA przekazała Fundacji Adaptacja pieniądze na wsparcie dla seniorów. W zamian za to fundacja postanowiła się odwdzięczyć, wręczając jej statuetkę Anioła Biznesu. Oczywiście duże firmy mają na swoich półkach bardzo dużo różnych nagród oraz wiele dyplomów na ścianach. Większość z nich dotyczy jednak osiągnięć na polu biznesowym. Oczywiście takie osiągnięcia też są ważne dla funkcjonowania firmy, ale są też inne ważne rzeczy. Należą do nich chociażby działania charytatywne.

Niedziele niehandlowe. Właściciele sprytnie obchodzą prawo

Niedziele niehandlowe nie wzbudzają już takich emocji jak w okresie ich wprowadzenia. Wtedy wiele osób wręcz panikowało, że nie można zrobić zakupów w niedzielę. Teraz już się przyzwyczailiśmy i brak handlu w niedziele jest dla nas czymś normalnym. Nie oznacza to jednak, że nie ma przedsiębiorców, którzy mimo wszystko starają się z nim walczyć. Liczba właścicieli, którzy mimo wszystko swoje sklepy otwierają, jest zaskakująca.

Niedziele niehandlowe i sposoby obchodzenia zakazu

Do końca roku przed nami jeszcze tylko dwie niedziele handlowe. Na podstawie tej informacji mogłoby się wydawać, że w pozostałe niedziele roku wszystkie sklepy są pozamykane i nie ma gdzie kupić paczki zapałek. Jest to zupełnie niezgodne z prawdą, ponieważ istnieje bardzo dużo sklepów, które funkcjonują mimo zakazu. Wystarczy spojrzeć na wczorajszy dzień, 12 września. Oprócz Żabki, w której zakupy można robić praktycznie w całej Polsce, handel w niedzielę prowadzą niektóre oddziały Biedronki, Lidla i Kauflanda.

Wymienione wyżej sieci nie są jedyne, jak chodzi o wykorzystanie luki w ustawie. Innymi sklepami, które nie boją się sprzedawać swoich produktów w niedzielę są Groszek, ABC, Carrefour Express, Prim Market, Chata Polska, Topaz, Euro Sklep i Lewiatan.

Jak wygląda przyszłość handlu w niedzielę?

Właściciele sklepów szukają luk, które pozwalają im na rozszerzenie swojej działalności i sprzedawanie produktów w niedziele. Takich sklepów jest coraz więcej, przez co mogłoby się wydawać,że handel w niedzielę będzie dużo swobodniejszy. Okazuje się jednak,że politycy Prawa i Sprawiedliwości nie chcą dać za wygraną i już pojawiają się pomysły, jak stanąć na przeciw temu zjawisku.

Posłowie PiS-u z nowymi pomysłami

Niedawno powstał projekt nowelizacji ustawy o zakazie handlu, który opracowała grupa posłów PiS-u na czele z Januszem Śniadkiem. Już jutro (14 września) odbędzie się posiedzenie sejmu, na którym pojawi się temat tej nowelizacji. Chodzi w nim przede wszystkim o zmianę punktów, dotyczących wyjątków od zakazu handlu. Na ten moment takich wyjątków jest 32. Wśród nich własnie znajduje się ta słynna wzmianka o placówkach pocztowych. W nowej wersji ustawy pojawiłby się wymóg, że usługi pocztowe mają stanowić przeważającą cześć działalności. Byłby to bardzo drastyczny krok, bo mógłby oznaczać katastrofę finansową dla Żabki.

Marketing Szeptany. Skuteczna promocja produktu w sieci i nie tylko

Marketing szeptany stał się nieocenionym narzędziem w dobie internetowej promocji. Różni się on od innych form reklamy z kilku różnych powodów. Przede wszystkim nie przyjmuje on typowej formy reklamy. Nie zobaczymy w nim standardowych sloganów, dzięki czemu czasem nawet nie zwrócimy uwagi, że to w ogóle jest reklama. Chodzi o to, aby przekaz był jak najbardziej subtelny i naturalny. Dzięki dobrze zorganizowanemu marketingowi szeptanemu odpowiednio duża liczba osób może poczuć sympatię do danego produktu. Wszystko za sprawą odpowiednio opakowanej reklamy.

Influencerzy i marketing szeptany

Do tego rodzaju przyda się kilka rzeczy. Jedną z nich jest współpraca z influencerami, którzy publicznie pokażą się z naszym produktem i coś o nim opowiedzą. Dotyczy to na przykład youtuberów, którzy podczas swojego filmu powiedzą, dlaczego lubią nasz produkt, lub będą z niego korzystać na nagraniu.

Bardzo duży zysk czerpią z tego firmy zajmujące się modą i kosmetykami. W serwisie YouTube istnieje wiele kanałów poświęconych tej tematyce. Prowadzą je głównie kobiety, udzielające porad na temat tego, jak się ubierać i jak się malować. Te najpopularniejsze zdobywają bardzo duży rozgłos wśród młodych dziewcząt, które chcą wyglądać tak jak one. Dlatego sięgają po te same kosmetyki czy korzystają z usług tych samych firm odzieżowych.
Ważne jest, aby pamiętać, że nasz marketing musi brać pod uwagę klienta docelowego. Chodzi nie tylko o wiek i płeć ale także zainteresowania.

Uczciwe podejście do marketingu

Pamiętajmy, aby powstrzymać się przed szerzeniem dezinformacji. Jeśli będziemy promować nieprawdziwe informacje na temat naszych produktów czy usług, internauci bardzo szybko to wykryją. Zaważy to w znacznym stopniu na wizerunku naszej firmy, przez co możemy stracić bardzo wielu klientów. Jeśli stanie się to podczas współpracy z influencerem, to również on może stracić dużą część widzów i narazić się na krytykę ze strony opinii publicznej. Tak było w przypadku popularnej youtuberki Lexy, która reklamowała termiczne rajstopy. Kłamstwo, które powielała, ujawnił między innymi sławny twórca internetowy Sylwester Wardęga. W tym rodzaju marketingów nie chodzi tylko o to, aby mówiono o naszych usługach. Liczy się przede wszystkim to, jak będą o nim mówić.

Szkodzimy nie tylko sobie

Nasz ewentualny spadek zysków to tak naprawdę nie jedyny problem w tej kwestii. Gorsze jest to, co może przytrafić się naszym odbiorcom, jeśli źle będą korzystać z naszego produktu lub okaże się on wadliwy. Może się to skończyć na narażeniu czyjegoś zdrowia lub bezpieczeństwa, a to już jest granica, której żaden szanujący się przedsiębiorca nie powinien przekroczyć.

Tylko internet?

Jak już wspomnieliśmy, rodzaj odbiorcy docelowego jest kluczowy. Jeżeli nasze produkty lub usługi są przeznaczone dla starszych klientów, moglibyśmy pomyśleć o wykorzystaniu tradycyjnych środków przekazu. Chodzi tu oczywiście o radio, gazetę czy telewizję. Nie powinniśmy jednak traktować tego zbyt przyszłościowo, gdyż wkrótce zabraknie takiej grupy, która nie korzysta z internetu.

Product seeding czyli inna strona marketingu szeptanego

Influencerzy, o których wspomnieliśmy, to nie jedyny sposób na prowadzenie marketingu szeptanego. Czymś równie przydatnym jest product seeding. Chodzi w nim o to, aby dostarczać danej grupie próbki naszego produktu. Bardzo często stosuje się tę metodę w przypadku kosmetyków. Bardzo łatwo jest ofiarowywać próbki kosmetyków w postaci buteleczek z wodą kolońską albo małe pudełeczka z pudrem.

Marketing szeptany i jego kontrowersyjne wykorzystanie

Formą marketingu szeptanego może być udział firmy w jakiejś akcji społecznej albo charytatywnej. Dzieje się tak np. co roku w czerwcu, kiedy wiele firm bierze udział w tzw. miesiącu dumy. Przekonując odbiorców, że wspierając prawa osób homoseksualnych, zwiększają w ten sposób swoją sprzedaż. Nie inaczej było pod koniec ubiegłego roku, gdy wiele firm zaczęło w celach marketingowych wykorzystywać symbol Strajku Kobiet.

Niemcy sprytnie chronią gospodarkę przed kryzysem

Niemcy pozostają największą gospodarką w Europie i wciąż nie pozwalają się zdetronizować. Po raz kolejny widzimy imponujący wzrost gospodarczy, większy niż się spodziewali eksperci.

Okazuje się, że podczas drugiego kwartału niemiecka gospodarka przekroczyła oczekiwania. Mieszkańcy zaczęli wydawać więcej pieniędzy. Według urzędu statystycznego Destatis doszło do wzrostu skorygowanego PKB o 1,6%. Wcześniej zakładano, że wynik ten wyniesie 1,5%. Przypominamy, że to właśnie Niemcy są cały czas największą gospodarką w Europie.

Niemcy zmienili swoje nawyki

Za wszystkim stoją tutaj zmiany w konsumpcji. Chodzi o wydatki na produkty i usługi, które zmalały, gdy duża część barów i restauracji była zamknięta. Kiedy jednak otworzono ten sektor gospodarki, mieszkańcy Niemiec zaczęli wydawać duże sumy pieniędzy, które zaoszczędzili. Jeśli spojrzymy na wskaźnik konsumpcji, to konsumpcja zwiększyła się o 1,8%. Według doniesień agencji Rutera przyczyniło się to do znacznego wzrostu PKB.

Zauważmy, że w ostatnim czasie Niemcy musieli spotkać się z poważnym zadłużeniem. Związane ono było z kryzysem sanitarnym, które skutki trzeba było pokryć. Doprowadziło to do poważnego deficytu PKB rzędu 4,7%. Carsten Brzeski, przedstawiciel ING Banku stwierdził, że problem ten jest wynikiem zbyt szybkiej odbudowy gospodarki.

Co przyniesie jesień?

Bundesbank spodziewa się, że Niemcy osiągnął roczny wzrosty, który wyniesie 3,7% w tym roku oraz 5,2% w następnym. Są jednak pewne przesłanki wedle których może się to nie udać. Zauważmy, że najbardziej korzystne były miesiące letnie jeśli chodzi o sektor usług. Istnieją więc przypuszczenia, że jesień przyniesie kolejny mini kryzys.

Inflacja w Polsce. Najnowsze badanie GUS

Według najnowszego badania GUS inflacja w Polsce wynosi 5% w ujęciu rocznym. Oprócz tego, jak pokazują dane Narodowego Banku Polskiego, wzrosły pozostałe wskaźniki inflacji bazowej.

Dane Narodowego Banku Polskiego pokazują, że w lipcu 2021 roku inflacja bazowa po wyłączeniu cen energii i żywności wyniosła 3,7% w ujęciu rocznym. To o 0,2% więcej niż w miesiącu poprzednim. Inne wskaźniki również pokazują wzrost. Jeśli spojrzymy na wskaźnik po tym, jak wyłączymy ceny administrowane, to zobaczymy wartość 4,7% z lipca. Ten sam wskaźnik w czerwcu wynosił 4%. Ostatni wskaźnik zakłada wyłączenie zmiennych cen. W lipcu pokazał on wartość 3,3%, a w czerwcu 2,9%. Liczenie inflacji bazowej metodą 15-procentowej średniej obciętej pokazała 3,6% w lipcu i 3,1% w czerwcu.

Przyszłość polskiej inflacji

Główny ekonomista Banku Millenium Grzegorz Maliszewski udzielił niedawno wywiadu portalowi interia.pl na temat prognoz, dotyczących inflacji. Według niego, będzie się ona ciągle utrzymywać na wysokim poziomie. Przewiduje on że do końca roku inflacja w Polsce utrzyma się w okolicach pięciu procent. W porównaniu z wynikami ostatnich miesięcy jest to dosyć sporo, choć nadal w skali świata nasza inflacja jest umiarkowana. Jednym z czynników, które mogą mocno wpłynąć na tę sytuację, jest podwyżka cen gazu. Z tego powodu stopa inflacji może nawet przekroczyć 5%. W 2022 roku jednak efekt niskiej bazy ma wygasać, co spowoduje mały spadek inflacji.

Co się wiąże ze wzrostem inflacji?

Maliszewski wspomniał także o konsekwencjach inflacji. Wiemy, że firmy będą musiały więcej wydawać ze względu na wzrost materiałów i surowców. Takie opłaty zawsze przechodzą na konsumenta i tak też będzie tym razem. Dojdzie do tego presja popytowa. Warto jednak zauważyć, że sytuacja się ciągle zmienia. Ostatnie dane faktycznie pokazują, że polska inflacja jest jedną z największych w Unii Europejskiej, ale to wciąż niewiele w porównaniu z niektórymi krajami na świecie. Wyższą inflację mają chociażby Stany Zjednoczone, Meksyk, Białoruś czy Rosja. Nie wspominając już o tak poważnych przypadkach jak Wenezuela, Sudan i Liban, których stopa inflacji wynosi kolejno 2720, 423, 101. Takie dane na chwilę obecną (sierpień 2021) przedstawia portal tradingeconomics.com.

Chiny atakują przedsiębiorców na rzecz dobra państwowego

Chiny to państwo znane z dosyć nietypowych metod rządzenia, jeśli chodzi o współczesne realia. Tym razem doszło do kilku decyzji, które mogą nieco utrudnić życie chińskim przedsiębiorcom. Czy Rząd Państwa środka stara się ratować w ten sposób sytuację społeczną?

Ray Dalio na temat chińskiej gospodarki

Trudną sytuację w Chinach komentuje Ray Dalio z Bridgewater Associates. Opinię swoją wyraził we wpisie, który opublikował na LinkedIn. Wspomina on, że chodzi o biznesy, które stały się tak wielkimi gigantami, że są na drodze podboju świata. Inwestor zauważa, że ostatnie decyzje chińskiego rządu są zagrożeniem dla przedsiębiorców, wiążących swoją karierę z tymi koncernami. Jedna z decyzji dotyczy firmy z branży edukacyjnej, które mają stać się teraz instytucjami non-profit. Inny pomysł to kontrolowanie danych, które wykorzystuje firma DiDi.

Czy Chiny są zbyt skomplikowane dla Zachodu?

Dalio wspomina, że jego pierwsza wizyta w Chinach (36 lat temu) pomogła mu zrozumieć kilka rzeczy. Przyznaje, że jest to skomplikowany kraj, którego zachodni inwestorzy mogą do końca nie zrozumieć. Mamy w nim do czynienia z wieloma sprzecznościami. W Chinach bardzo sprawnie rośnie kapitalizm, czego dowodem są wielkie chińskie koncerny. Władzę jednak sprawuje Partia Komunistyczna, która robi wszystko, aby ten kapitalizm był jak najsłabszy.

Sugeruje on, że próba rozumienia chińskiej gospodarki i polityki na bazie zachodnich standardów jest drogą donikąd. Chiński kapitalizm jest bardzo specyficzny i aby zrozumieć poszczególne decyzje rządowe, trzeba najpierw zrozumieć cały ten system. W kraju, o którym mówa, panuje bowiem taka zasada, że kapitalizm jest dobry jedynie wtedy, kiedy służy społeczeństwu i państwu.

Edukacja w Chinach a przedsiębiorcy

Inwestor uważa, że decyzja dotycząca branży edukacyjnej jest elementem polityki społecznej chińskiego rządu. Chociaż akcjonariusze tych spółek wiele stracą, to dzięki temu więcej biednych obywateli dostanie szansę na edukację. Dalio przypomina, że zaprowadzenie dobra w kraju za cenę ograniczenia wolnego rynku jest typową strategią rządu Chin. Podobnie było przecież kilka lat, gdy na chińskich akcjach pękła bańka. Rządzący nie chcieli pozwolić wolnemu rynkowi na rozwój sytuacji, ale zaczęli nim manipulować poprzez kupno papierów wartościowych.

AICPA® i CIMA® przedstawiają rekomendacje dla rządu

AICPA® i CIMA® apelują do polskiego rządu, aby podjąć stanowcze kroki w kwestii wspierania polskiej gospodarki. Eksperci sugerują, aby następne działania były związane z wprowadzaniem programów, związanych z technologią i cyfryzacją, dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Do tego dochodzi wspieranie zrównoważonego rozwoju. Rekomendacje przygotowali specjaliści z Instytutu Rachunkowości Zarządczej CIMA.

Cyfryzacja i technologie

Raport „Smart Industry in Poland 2020” pokazuje, że polscy przedsiębiorcy są coraz bardziej świadomi korzyści, jakie przynosi cyfryzacji. Warto wspomnieć, że to właśnie w tym okresie największe sukcesy zaczęły odnosić firmy, oferujące narzędzia do komunikacji zdalnej, a także dystrybutorzy, inwestujący w e-commerce. Podobne wyniki pokazuje raport przygotowany przez Europejski Fundusz Leasingowy, według którego wykorzystanie rozwiązań technologicznych przez rodzimych małych i średnich przedsiębiorców wzrosło aż o 65%.

Czego dokładnie dotyczą rekomendacje?

Wśród rekomendacji możemy przeczytać o programach wsparcia dla małych i średnich przedsiębiorców, a także doradztwa, związanego z użyciem technologii w biznesie. Przykładem takiego wsparcia mógłby być voucher, który przedsiębiorca dostaje, aby pokryć część kosztów wdrożenia określonego oprogramowania.

Inną kwestią jest tzw. Program Akceleracji Wzrostu. Chodzi w nim o współpracę między biznesmenami, a podmiotami gospodarczymi. Miałoby to wpłynąć korzystnie na identyfikację barier wzrostu a także pracę nad pokonywaniem tych barier. Przyjęcie tych rozwiązań przez polski rząd miałoby więc przynieść pozytywne efekty dla rodzimej gospodarki. Chociaż już pewne programy powstają, wydają się one nie wystarczyć. Inicjatywy takie jak „Polski ład” znalazły wielu przeciwników mimo swoich pozytywnych założeń, więc widać, że jeszcze bardzo dużo brakuje, aby opracować sposób naprawiania gospodarki, który usatysfakcjonuje wszystkich.

AICPA® i CIMA® z propozycją dla starszych

Wiadomo, że wspieranie młodych przedsiębiorców jest ważne, bo to w ich rękach leży przyszłość gospodarki i całego świata biznesu. Wśród rekomendacji AICPA® i CIMA® znalazły się jednak wzmianki na temat przedsiębiorców powyżej 40-ego roku życia. O co chodzi? Otóż nie trzeba być profesorem socjologii, żeby zauważyć, że wśród starszej części społeczeństwa występują większe problemy z odnalezieniem się w świecie technologii. A to właśnie technologia z dominowała dzisiejszy rynek w praktycznie każdej branży.

Brak wystarczającej wiedzy na temat nowoczesnych rozwiązań technicznych oznacza dla nich wykluczenie. Można uważać to za błahostkę, ale jeśli spojrzymy na dzisiejszy świat, to wykluczenie cyfrowe jest poważnym problemem. Podobnie sytuacja wyglądała w czasach Rewolucji Przemysłowej, kiedy wielu pracowników traciło swoje posady, gdyż ich fach nie był już potrzebny. Ważniejsze stało się obsługiwanie maszyn, a nie każdy to wtedy potrafił. Czyż nie tak jest z dzisiejszymi urządzeniami elektronicznymi i coraz nowszymi formami oprogramowania?

Globalny podatek CIT. Co czeka przedsiębiorców?

Globalny podatek CIT to jeden z globalnych podatków, jakie już teraz można zobaczyć na horyzoncie. Co to oznacza dla najbogatszych przedsiębiorców i jakie zmiany wymusi na gospodarce?

Czym miałby być globalny podatek CIT?

Każdy słyszał o tzw. rajach podatkowych. Chodzi tu o takie kraje, do których przedsiębiorcy transferują swoje zyski po to, aby zapłacić mniejsze podatki. Efekt jest taki, że światowe wpływy CIT są mniejsze nawet o 240 miliardów dolarów. Dzięki temu najbogatsi mogą naprawdę wiele zarobić, co przekłada się między innymi na notowania na giełdzie.

Na arenie międzynarodowej pojawiają się więc takie pomysły, według których należałoby wprowadzić globalny podatek CIT. Wtedy każdy kraj obowiązywałaby minimalna stawka, która mogłaby wynosić na przykład 15%. Oczywiście poszczególne państwa mogłyby podnosić tę stawkę, gdyż mówimy jedynie o progu. Na wprowadzeniu takiego rozwiązania straciliby więc jedynie ci przedsiębiorcy, którzy z idei raju podatkowego korzystają. Dla tych, którzy rozliczają się we własnym państwie, nie byłoby większej różnicy.

Jakie państwo może zostać rajem podatkowym?

Jakie państwa kwalifikują się do rajów podatkowych? Dawniej były to dalekie kraje egzotyczne, ale dzisiaj „rajami” stają się również państwa europejskie. Dr hab. Dominik J. Gajewski wspomina w rozmowie z redakcją „Wirtualnej Polski”, że państwa takie wyznaczają śmiesznie niską stawkę wynoszącą poniżej pół procenta. Znajdą się też państwa, gdzie stawka CIT jest zerowa. Profesor Szkoły Głównej Handlowej nie ma pozytywnego zdania na temat tej sytuacji i twierdzi, że w krótce wszystkie kraje będą musiały przyjąć ideę globalnych podatków.

Gorące dyskusje o globalnych podatkach

Dyskusje o globalnych podatkach istnieją w przestrzeni publicznej od bardzo dawna. Zajmują one nie tylko zwykłych podatników, ale też ekonomistów, którzy próbują oszacować co z nich wynika i co może wyniknąć. Czasami pewne okoliczności sprawiają, że dyskusja na temat konkretnego podatku zaczyna się robić ożywiona i gorąca. Tak jest chociażby w przypadku podatku cyfrowego, który nie tak dawno temu zbulwersował wiele osób. Co ciekawe nadal nie udało się stworzyć takiego projektu, z którego byłyby zadowolone wszystkie państwa.